	 oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo        =====//
	 OOOOOO    o	o     o     o	o  oo	 OOOOOO   ##	   //
	 OOOOO	oooooo	o  o  o  o  o	   o  oo  OOOOO  ####	==//
	 OOOOO	ooooo  oo     o    oo  o   o  oo  OOOOO  ####	 //
	 OOOOOO    o	o  o  o  o  o  oo  oo	 OOOOOO   ##	//
	 |		     |\|/-\		      |
	 |               |
	 |           | numer 7
	 |            |
	 |              |
	 |____________________________________________|

		"you said you'll cry for me
		cry for me, cry for me
		you said you'll care for me
		care for me, care for me
		you said you'll die for me
		die for me, die for me
		why don't you live for me
		live for me, live for me"
				  lauryn hill "ex-factor"

Wstepik 

Dzien dobry! (lub tez dobry wieczor - nie wiem kiedy meczycie oczy czytajac to)
Coz to? -spytacie - CZaNaBi bez pol rocznego opoznienia?!. Tak tak, nie myla
Was oczy...czytacie wlasnie numer 7. Teraz kiedy do wakacji juz pozostalo
naprawde niewiele czasu nie mam zadnej wymowki do nie wydania nowego numeru,
co wiecej CHCE MI SIE :)
Pogoda zawsze dobrze na mnie wplywala, a teraz kiedy swieci slonce mimo, ze
mam dobry humor to jednak coraz mniej chce mi sie siedziec w domu. ZEW KRWI
zmusza mnie do wedrowania gdziekolwiek i bez celu, kto ucieka z domu na wakacje
piszcie do mnie :) Zarty zartami, ale gdzies wyjechac trzeba bedzie.
Btw. polecam jogurty truskawkowe Danone ;)
A coz w tym numerze? Mam nadzieje, ze ciekawe artykuly, nie bedzie tez czesto
tak radosnie i wesolo jak w tym wstepie, bo coz - zycie czasem wesole nie jest.
Logosa tym razem wymeczylem ja wiem prosze nie bijcie, bo nie logos jest wazny
przeciez ;).
Polecam tez ludziom do ktorych dociera Radiostacja, zeby sobie jej czasem
posluchali, bo czasem naprawde ciekawe i niebanalne problemy poruszaja, a
jak sie postaracie to moze i Radiego czasem uslyszycie :)
Ale dosc juz, bo bedzie ze reklamuje rozne rzeczy, a ja tylko polecam.
Aha, polecam tez truskawki :). No to milego czytania i SZALONYCH wakacji
zycze Wam szczerze!

ps. ten numer dedykuje wszystkim ktorzy prowadza szalone zycie - tak trzymac!
ps2. wielkie dzieki dla sammara za ciekawe artykuly no i tradycyjnie dla
przyjaciol i kumpli za "wsparcie moralne" :)
ps3. jak zwykle bez polskich fontow, 20000 bajtow a artykuly niepodpisane
to moje arty, dzis wyjatkowo bez Kacika Nieskrepowanej Mysli.


KACIK MUZYCZNY 

 Led Zeppelin - "your time is gonna come"

Led Zeppelin...heh, az strach mi pisac o nich bo nie mozna o nich pisac
zle, ale tez nie mam takiego zamiaru. Oprocz naprawde wielu niesamowitych
piosenek istnieja tez piosenki ktore nie staly sie specjalnie slawne, a sa
nie mniej genialne od "hitow" Zeppelinow. Wybralem sobie wlasnie "your time
is gonna come" z prostej przyczyny - bo ma niesamowity poczatek. Wiem wiem,
piosenek nie mozna oceniac po wstepie, ale tutaj po prostu owy wstep sprawia,
ze cala piosenka sie podoba. W Zeppelinach jest cos takiego, ze jak sie
slucha ich piosenek to czlowiek mysli, ze wszystko tu jest dokladnie takie
jak byc powinno, kazdy rif, kazdy krzyk...piekne uczucie.
"lying
 cheating
 hurting
 that's all you seem to do"
jak ktos ma dostep do plytek Zeppelinow to radze przyjrzec sie ich muzyce, bo
naprawde sprawia, ze czlowiek patrzy na nowe zespoly przez pryzmat tego, co
odziedziczyli po Zeppelinach. Wracajac do "your time is gonna come" piosenka
delikatnie przypomina, ze "przyjdzie kryska na matyska" ;)

 Madonna - "beautiful stranger"

Kazdy kto stwierdza publicznie, ze podoba mu sie popowa piosenka naraza sie
dzis na smiesznosc. POP stal sie synonimem sztampy i niskich lotow muzycznych.
Czy jednak i w tym "niskim" gatunku nie ma perelek? Oczywiscie, ze sa :)
Ba, nawet U2 wydali przeciez plyte POP, wiec o czyms to swiadczy.
Teraz jednak mam zamiar napisac cosik o najnowszej piosence Madonny, ktora
chyba co pol roku wyglada inaczej i choc w coraz mocniejszym oswietleniu ja
pokazuja to trzeba przynac ze odmladza sie skutecznie i z dobrym skutkiem.
Madonna w tym kawalku jakby odskoczyla na chwile od kabaly w strone radosnych
i pozbawionych mistycyzmu klimatow. "Beautiful stranger" to wesola piosenka
mimo, ze nie ma w niej niczego naprawde niesamowitego, to jednak sprawia, ze
oglada sie ja z przyjemnoscia i wpada w ucho. Duza zasluge pewnie ma w tym
Austin Powers, ktorego kolejne przygody reklamuje ten teledysk. Aktor grajacy
tego pseudoszpiega wnosi duzo humoru do teledysku, obejrzyjcie sobie.
Ah, no i ten motyw "pieknej nieznajomej" :)


KACIK PUBLICYSTYCZNY 

 UPADEK					  [Sammar]

	Do napisania tego arta sklonily mnie ostatnie wydarzenia. Nazwalbym je
po porostu rozbojem w bialy dzien. W ciagu ostatnich dwoch tygodni pobito lub
okaleczono trzech moich znajomych. Nie wspomne ile takich incydentow wydarzylo
sie przez dwa lata. Czekam tylko z niepokojem kiedy w koncu mnie ktos kiedys
dopadnie. I tak jakos zastanawialem sie nad calym tym zjawiskiem i pewne
spostrzezenia nie napawaja mnie optymizmem.
Jak to kiedys wygladalo? Z cala pewnoscia takie wydarzenia mialy miejsce, lecz
bylo jeszcze cos. Kiedys kazdy mial szanse umrzec, zginac z honorem. A jak
jest dzisiaj? Dzisiaj honor to ostatnia rzecz o jakiej ktokolwiek kiedykolwiek
zechce pamietac. Kiedys istniala mozliwosc pojedynkowania sie, dbano, by
szanse byly wyrownane, byli swiadkowie itd, itp. Ilez trzeba bylo determinacji,
ile odwagi mimo, ze strach zrzeral od srodka, by wyzwac kogos na smierc i zycie,
bo ten ktos obrazil nas lub nasza rodzine? Teraz ludzie pochylaja pokornie
glowy, bo uwierzyli w aparat bezpieczenstwa, w wymiar sprawiedliwosci. A gowno!
Oni pochylaja glowe, poniewaz sa bezsilni. Cala instytucje sadownictwa to
o kant dupy rozbic. Z drugiej strony samosad tez jest zlym wyjsciem,7 czyli
klasyczna sytuacja tragiczna: bez wyjscia, bo kazde wyjscie jest zle.
Powoli dochodzi do sytuacji, iz przestaje liczyc sie rozum, liczy sie tylko
brytalna sila. Chodza po ulicach osilki wyzute z wszystkich zasad morlanych,
z honoru, nie maja jakiegos kodeksu postepowania procz programu: niszcz!
	Zilustruje to malym przykladem. Wyobrazcie sobie sytuacje, ze
zostajecie zaczepieni przez goscia, ktory odpowiada waszym gabarytom, z ktorym
macie jeszcze jakakolwiek szanse sie bic. Jednak z nim sa jego kumple: brysie,
kolosy w liczbie trzech. To od razu mowie Wam, ze nie ma sie co ludzic, ze
ci trzej kolesie pozostana biernymi obserwatorami wydarzen i ze pozwola wam
dwoom rozwiazac problem miedzy soba. Zaraz wplacza sie w konflikt i z jednego
z Was, wiadomo ktorego, zostanie krwawa plama.
Mieszkam na dosyc niespokojnym osiedlu, bylem swiadkiem wielu bojek, sam nie
raz zmuszony bylem serwowac sie ucieczka i zauwazylem jedna prawidlowosc, a
nawet dwie: nie liczcie na pomoc osob trzecich, chyba ze te osoby trzecie to
kolejni goscie, ktorzy nie opra sie pokusie wpierdolenia Wam, a kwestia druga
to to, iz odpowiedz na kazde zaczepne pytanie jest zla. Jesli gosciowie chca
nam obic morde to to zrobia bez wzgledu na to, czy np: mamy fajki czy tez nie.
Takze w sumie to od nas zalezy, czy zachowamy honor, czy tez nie. Marna to
satysfakcja, ale zawsze jednak. no bo mozemy od razu z placzem oproznic
kieszenie lub do konca im ich nie oddawac. I nie chodzi o to, ze jakies marne
2zl sa nam niezbedne do zycie. Chodzi o zasade. Powiecie: co to za zasada,
kiedy potem zaplacimy 10000zl za operacje plastyczna? Taka zasada, ze do
konca zycia nie bede sie przed soba samym wstydzil i nie robil sobie
wyrzutow.
Z drugiej strony zastanawialem sie nad motywami postepowania tych
bezmozgowcow. I w sumie nie ma nad czym sie zastanawiac, bo az groza
wieje, jakie pustaki sa z tych gosci. Chodzi to takie nadmuchane, w grupach,
i z braku innych pomyslow dowartosciowania sie, napierdala wszystko co zywe.
Jeszcze rozumiem pseudokibicow, ktorzy nawalaja sie miedzy soba na meczach
i czerpiaz tego jako taka przyjemnosc. Kto nie chce dostac to nie idzie na
mecz i juz.
Ale zeby w siedmiu na przystanku zbutowac goscia na oczach jego dziewczyny
to juz kurestwo do potegi!!! W takiej sytuacji znalazl sie przed wczoraj moj
znajomy i do dzis lezy w szpitalu. I co z tego, ze mial 1.90m, ze cwiczyl
sztuki walki, co z tego ze kazdego z osobna mogl pokonac, ale siedmiu versus
jeden? A do tego jeszcze troska o dziewczyne!
Najbardziej przeraza fakt, iz zadna argumentacja nie przemawia do tych debili.
Nastepnym powodem do obaw jest postepujaca "humanitaryzacja" policji. Juz
zapomnieli po co sa tak na prawde palki = nie do rozganiania rolnikow na
barykadach tylko do pilnowania porzadku na osiedlach. Policja teraz zachowuje
sie jak coroner: przyjezdza po fakcie. Policjantem tez trzeba byc z powolania,
ale to osobny temat.
I wstyd powinno nam byc, WSTYD!!!! Bo jesli juz ktos zareaguje to sa to starsi
ludzie, ktorzy pamietaja wojne.
Zastanowmy sie, co by sie stalo, gdyby ludzie na przystanku nie byli bierni?
Moze gdyby ruszyl na tych zbirow tlum, to moze poszliby po rozum do glowy, moze
moj kolega mialby jeszcze twarz, cale nogi, rece i zebra. Nie jestem
zwolennikiem samosadow, lecz kiedy instancje powolane do zapobiegania takim
sytuacjom, w celu wyreczenia szarego czlowieka, sa w 99% niepelnosprawne, to
jak inaczej zapobiec takim wypadkom? Edukacja w szkole? Watpliwe. Co wyniosl
z domu taki gosc to i na ulice przyniesie.
Do tego wszystkiego dochodzi kontekst toczacych sie wojen. Wszyscy mowia, ze
wojna tu i tam, ma zbyt glebokie podloze, by im zapobiec z dnia na dzien.
No pewnie kurwa! Bo ktos musi sie wystarczajaco wzbogacic, ludzie zachowuja sie
jak dzieci w piaskownicy, sa zacietrzewieni do granic, zaslepieni, zamknieci
na wszelkie argumenty, glupi. Kazdy, kto wywoluje wojne jest dla mnie glupi,
bezdennie glupi i takiej glupoty powinnismy sie bac, ale rowniez odwaznie
i radykalnie przeciwdzialac.
A temat sadownictwa to juz inna bajka, w ktorej nie ma happy endu dla
sprawiedliwych. A tak na koniec, to pozostaje nam poznac osilkow, pojsc na
silownie i chodzic z nozem i spluwa pod pacha...
Jest to upadek.

							sammar

 aGi:
Przemoc - temat rzeka. Tyle slow juz zostalo powiedzianych na ten temat, jednak
malo kto potrafi uniknac truizmow w stylu "z przemoca nalezy walczyc".
Sammar napisal mocny artykul, przepelniony zloscia, ale nie mozna przeciez
pozwalac sobie na zobojetnienie sie wobec tego problemu.
Prawda jest taka, ze dzis czasy sa juz inne. Nie wiem co sprawilo, ze mlodzi
ludzie nie maja owego honoru starszych pokolen, napewno wychowanie, ale
przeciez niektorzy byli chowani wedlug starych zasad a mimo to w obliczu
zagrozenia nie pokazuja, ze maja honor. Strasznie pompatyczne slowo ten honor,
wole uzywac slowa godnosc.
Stanac w obronie kogos to dzis ryzykowna sprawa, dzis sporo ludzi nie ma
zahamowan przed np. uzyciem noza...po prostu nie mysla o konsekwencjach.
W pojedynke bronic kogos atakowanego przez grupe np. skinow to samobojstwo,
szlachetne ale glupie, jedyna szansa powstrzymania takiej grupy jest wlasnie
wkroczenie do akcji silniejsza grupa, badz tez bardziej liczebna.  A co zrobic
gdy jestesmy sami? Wlasnie tu wg mnie jest problem ktory pojawil sie niedawno
w spoleczenstwie. Nie ma czegos takiego jak pomoc sasiedzka, nic porozumienia
miedzy obcymi ludzmi w slusznej sprawie. Dawniej na przemoc zareagowaliby
wspolnie wszyscy mezczyzni z danej okolicy, jak monolit, a dzis?
To jest wedlug mnie droga w ktora nalezy isc jesli chce sie wygrac z psychoza
strachu na ulicach. Trzeba wspolnie z obcymi ludzmi walczyc z przemoca.
Przyklad: bija kogos w autobusie, stosujac sie do powyzszej zasady mezczyzni
z calego autobusu powinni sie skrzynac i wspolnie przegonic agresywna grupe.
To jest wszystko latwo powiedziec, bo wlasnie z owym "skrzyknieciem" moga byc
problemy, zreszta znieczulica jest ostatnio straszna. Kazdy sie po prostu
boi...Wierze jednak, ze jesli takie przejawy reakcji an przemoc beda naglasniane
np. w telewizji to bedzie ich coraz wiecej i ludzie uwierza ze w "jednosci sila"
To jest realne.
Jeszcze uwaga co do policji. Sammar masz racje, ze ostatnio sie zachowuja
jak coroner...najgorsze jest to, ze na ulicach pelno radiowozow, ale glin
na chodniku nie widac. Po prostu nie czuja, ze policjant pelni jakas
szczegolna role w spoleczenstwie...dla dzisiejszych mundurowych to tylko
praca. Policja jest od zapobiegania i reagowania na przestepstwo, ostatnio
nie widac, zeby poza jezdzeniem w swoich nowych radiowozach robili cokolwiek.
Nie sadzicie, ze strzelanie do ludzi gumowymi kulami to przegiecie? Juz 2
ludzi ostatnio stracilo przez to oczy...
Tak to wyglada nasz swiat dzisiaj, pozostaje mi zyczyc Wam bezpiecznych
powrotow do domu wieczorami :/

 Radzic i przyjmowac rady

Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze duzo lepiej jest radzic niz wysluchiwac
porad. Po prostu wynika to z psychiki ludzkiej. Mamy tak naprawde zaufanie
tylko do siebie, wysluchujac porad od innych nie jestesmy przekonani do tego
co slyszymy, bo "przeciez on(a) tak naprawde nie wie jaki jestem" wiec jak moze
nam radzic? Ciezko z tym wygrac, zakladajac jednak, ze sie uda pozostaje jeszcze
jeden problem - jak te rady wcielic w zycie. Podstawa to uwierzyc, ze sa one
dla nas dobre i powinnismy sie do nich zastosowac. Nie jest to takie proste
bo taka wiare w slusznosc tego tylko pozornie latwo uzyskac, dopiero gdy
bedziemy juz na tym etapie pozostanie tylko wygrac z wlasnym lenistwem by
taka rade wcielic w zycie. Tak oto przedstawia sie w naiwny sposob przyjmowanie
czyichs rad...bardzo rzadko sie udaje, ale chyba warto.
Najtrudniej stosuje sie w zyciu rady dotyczace zycia, np. uczenia sie.
Najlatwiej (paradoksalnie) zmienic czesc siebie. Naprawde, nie mowie o
gruntownych zmianach w stylu zamiany z satanisty w buddyjskiego mnicha ;),
ale o zmianach w stylu byc bardziej otwartym na ludzi i troche ich szanowac.
Zmieniajac stosunek do ludzi zmieniamy tez troche stosunek do siebie.
Wracajac do radzenia mysle, ze choc dawanie innym rad jest w porzadku, jesli
oczywiscie sa to dobre rady (ale komuz to oceniac!). Najdziwniejsze jest
chyba, ze skoro mamy do siebie zaudanie to moze powinnismy sprobowac
radzic...sobie (?). Brzmi to smiesznie, ale sprobujcie czasem porozmawiac
w myslach z samym soba i dac sobie rade tak jakby to byla obca osoba.
Moze "ty sie chlopie ucz" mowione przez osobe ktorej sie ufa (sobie)
odniesie jakis skutek :). Wszystko fajnie, ale nie kazdy ufa nawet
samemu sobie....znam przynajmniej jedna taka osobe :))

 Matura, czyli ped do nikad [z dedykacja dla Aghana] [Plant]

Koniec trzeciej klasy. Ostatnie takie wakacje, gdzies w nieokreslonej
przyszlosci wisi widmo matury. Oczywiscie tuz po rozpoczeciu sie roku
szkolnego czeka systematyczna nauka. Co potem? Na pewno egzaminy na
studia. Nie ma innego wyjscia, wszystko bedzie dobrze, przeciez kazdemu
sie udaje - no i nie ma innej alternatywy. Jednak rok szkolny nadszedl,
czas mija... Z czasem coraz bardziej da sie odczuc fakt nadchodzacej
nauki. Zmiany, tysiace zmian... Zmian zupelnie niezaleznych, zmian na ktore
nie ma sie wplywu, ktore sa nieuniknione. W przeciagu zaledwie roku
osiagniecie pelnoletnosci, koniec szkolnych lat, definitywne zakonczenie
dotychczasowego trybu zycia, zagrozenie wojskiem... Tymczasem czas plynie,
wiedzy zas nie przybywa... W koncu jest - judgement day. Tak oto przedstawia
sie zycie przecietnego ucznia LO klasy czwartej. W przeciagu krotkiego
stosunkowo okresu musi od podjac wiele dramatycznych decyzji, ktore maja
decydowac o jego przyszlym zyciu. Nie ma on wyboru - jego dotychczasowe zycie
niewatpliwie sie w pewien sposob konczy. Popychany zagrozeniami i decyzjami
innych niewiele sie zastanawiajac godzi sie on ze wszystkim, dramatycznie
wiaze swe zycie z powodzeniem na maturze, czy tez podczas egzaminow na studia.
Beznamietny ped do nikad, bez postoju i zachwycania sie aktualnym widokiem
widocznym w danym momencie... Czy naprawde nie ma innej alternatywy? Dlaczego
zycie czlowieka jest tak prosto okreslone, dlaczego w ogole ktos osmielil sie
twierdzic, iz mamy wybor? Czyz wybor ma sie wowczas, kiedy zdajemy sobie
sprawe z wlasnych dazen, czy moze jednak wtedy, kiedy zdajemy sobie sprawe
raczej z motywow, ktore kreuja te dazenia? Artykul ten dedykuje przede
wszystkim przyszlym maturzystom. Zycie jest piekne dlatego, ze jest. Nie
konczy sie egzaminem, jest wiele wyjsc, mozna zyc i bez matury, mozna isc
na zwykle studium policealne. Mature mozna zdac za rok czy tez za dziesiec
lat, mozna jej tez nie zdawac. Mozna zyc na milion przeroznych sposobow, nie
pozwalajcie aby ktos mowil Wam, kiedy zycie jest lepsze, a kiedy gorsze.
Pamietajcie o tym, w zyciu warto czasami na chwile przestac do czegos dazyc i
sprobowac rozkoszowac sie chwila. To jest wlasnie jego istota.

							Plant

 aGi:
czuc powiew strachu przematuralnego :) Prawda jest taka, ze kazdy ma
w tej goraczce przedegzaminowej taki moment, ze stwierdza, iz to wszystko
jest nic nie warto i chce rzucic to w diably.
Ogolne przeslanie jest przeciez sluszne - badzcie w zgodzie z soba a nie z
oczekiwaniami innych wobec Was. Mysle jednak, ze matura to taki prog wyjsciowy
i dopiero potem tak naprawde mozna posterowac lodka swojego zycia.

 Stary gowniarz

Dziwny tytul co? :) Otoz naszla mnie ochota napisania o tym fenomenie.
Pamietam, ze zawsze jako mlody dzieciak z kumplami od pewnego wieku kazalismy
na siebie mowic mlodziez a nie dzieci. Zreszta zachowywac sie przy kumplach
dziecinnie nie wypadalo, bo przeciez nie wypada. Kto powazniejszy byl ten
byl "dojrzaly" i w ogole. Lata mijaly i czlowiek sie zmienial no i doszedlem
do bardzo dziwnego etapu. Po prostu zaczalem inaczej patrzec na kwestia
bycia dziecinnym. To brzmi smieszniej ale dopiero na studiach odkrylem, ze
robienie dziecinady zgrywanie sie itp...to jest piekne!
Prawde jest taka, ze kazdy z nas ma w srodku takiego bachora (bez skojarzen
pliz :)) i zwykle trzyma go na wodzy. Na przyklad myslicie sobie, maturzysta
jestem i nie moge na ulicy robic sobie siary, bo "kulturka". Bzdura!
Zrobienie czegos nawet glupiego ale sprawiajacego Wam radosc ale tez i
obserwatorom jest naprawde swietnym przezyciem. Jak zrozumiecie, ze tzw.
zasady sa zbedne to zycie stanie sie piekniejsze.
W liceum wszyscy pozuja na starszych niz sa...a to panny sie maluja na 30lat ;)
a to wszyscy faceci musza palic papierosy i chlac od rana do wieczora itp.
Oczywiscie, trzeba byc realista, w pewnym wieku trzeba po prostu stac sie
powaznym czlowiekiem, myslec o przyszlosci itp itd....ale kto wlasciwie
okresla ten wiek? Studia to paradoksalnie najlepszy okres do okrycia w sobie
tego zwariowanego dzieciaka, a komu sie to uda wczesniej - tym lepiej dla
niego, znaczyc to bedzie, ze wczesniej pozbyl sie sztucznych zasad i norm.
Takie przeobrazenie sie w "wariata" :) nie jest jakims aktem buntu, to
po prostu powrot do korzeni, to juz ostatnia szansa, potem juz naprawde nie
bedzie mozna.
Jesli idac ulica nagle zachce wam sie np. zapytac nieznajomej listonoszki
czy jest cos do Was ;), albo np. obiec slup dookola bez zadnej przyczyny,
albo np. zaczac spiewac - zrobcie to! Olac wszystkich przesmiewcow - oni sa
sztuczni.
Tak wiec zycze Wam abyscie okryli w sobie tego "starego gowniarza" z wielkim
usmiechem na twarzy.


Finito 

Dziekuje za uwage i jak zwykle mam nadzieje ze nie nudziliscie sie zbytnio.
Dziwny ten numer, z jednej strony powazny (przemoc), a z drugiej dziwnie
radosny, mam nadzieje, ze jednak udany.
Milion dolarow, artykuly czy dobre slowo mozecie przyslac do mnie na adres
agi@amber.bti.pl, wszelka krytyke natomiast na agi@amber.bti.pl :)
WAKACJE LUDZIE WAKACJE...BAWCIE SIE I NIE SPIJCIE W OGOLE!

						       aGi

..26 czerwiec 1999 roku....godzina 16.33 koniec numeru 7 "Czarno na Bialym"..