	
	   
	

	    "  Nie moge byc jednoczesnie Tworca i tworzywem.
	       Nie umiem znalezc dystansu. "
					Artysta/Rejs :)

			...CZARNO NA BIALYM...

6.36 rano...przed chwila drukowalem jakies pierdoly do szkoly. Jak zwykle
w takich chwilach ogarnia mnie beznadzieja i lapie mocno chec ucieczki od
tego wszystkiego. Moze kiedys.
Co sie stalo z tym numerem? Otoz jak niektorym wiadomo padl mi twardziel.
Stracilem WSZYSTKO...nie bede sie tu jednak wiecej rozczulal, juz sie troche
z tego otrzasnalem. Tak czy inaczej stracilem tez wszystkie Wasze artykuly.
Pamietam, ze byly to artki Planta, Argaska i DeeKaya a moze i wiecej, dlatego
prosze Was o podeslanie ich raz jeszcze.
Mam nadzieje, ze uda mi sie wrocic do poprzedniego rytmu z Wasza pomoca. Dzieki
jeszcze raz za wszystkie mile i niemile slowa oraz zachety. Apeluje jeszcze
raz do autorow tekstow - nie piszcie tutaj o demoscenie, tzn piszcie, ale nie
do Czarno na Bialym, bo po prostu nie bede tych artykulow umieszczal. Wszystko
inne jest natomiast mile widziane.
Wesolych Swiat zwiazanych z Jajkami ;)

tak...tu przerwalem ponad dwa miesiace temu...wielki okres beznadzieji byl to
w moim zyciu. Kazdy ma jednak swoje problemy i nie bede Was obciazal moimi,
powiem tylko, ze Czarno na Bialym nadal zyje.
To ze w ogole go teraz jest dosc wazne, jesli teraz mi sie uda przelamac ten
zly czas to potem bedzie juz z gorki. Dlaczego zostawilem poprzedni wstep?
Nie wiem, lubie jak wyraznie widac ze sposob pisania zalezy od nastroju.
Ojej zapomnialem prawie, ze obiecywalem kiedys nie zanudzac nikogo wstepniakami
tak wiec zycze jedynie milej lektury.
					whole lotta aGi

PS. Numer dedykuje Lukassowi - naprawde wyjatkowemu czlowiekowi w intencji
jego matury i nie tylko.
PS. Oczywiscie pozytywna energia plynie tez do wszystkich ludzi ktorzy
wspierali/wspieraja mnie w jakikolwiek sposob. DCC SEND POZYTYWNA ENERGIA :)

 K A C I K  M U Z Y C Z N Y 


*[ Sympathy for the devil/The Rolling Stones ]*

Coz, przychodzi mi recenzowac piosenke kultowa, co jest szczegolnie ciezkie.
Stonsi maja wielu wrogow zarzucajacych im komercje lub po prostu nie lubiacych
ich muzyki. Jedno Stonsom przyznac trzeba, trzymaja sie na scenie muzycznej
lepiej niz niejedna kapela z 30lat mlodszym skladem. Moim zdaniem robia
muze naprawde na poziomie nawet ostatnio. "Sympathy for the devil" nie jest
szeroko znana publicznie piosenka jak to jest w przypadku "satisfaction"
jest jednak chyba najlepszym kawalkiem tej kapeli jaki kiedykolwiek zrobili.
Strach pomyslec skomponowana 31 lat temu (!). Zawsze uwazalem ze muzyki nie
da sie opowiedziec, moge jedynie zachecic Was do posluchania.
Pierwszy raz uslyszalem Sympathy for the Devil w telewizji gdzie pokazywali
urywki ze slynnego koncertu Stonesow sprzed mniej wiecej 30 lat, ktory odbyl
sie w...cyrku. Nic to jednak skoro koncert byl po prostu niesamowity a w
publice siedzial sam John Lennon...Sympathy jednak bylo niesamowite, Jagger
dal z siebie chyba wszystko przy tym numerze (mowie o owym koncercie).
Wersja plytowa to przede wszystkim niesamowity klimacik, te bebny na poczatku
ten chorek..to sie czuje. Klasyka - polecam.

 K A C I K  P U B L I C Y S T Y C Z N Y 


*[ Szary swiat]*

Czasem idac ulica czuje cos wiecej niz tylko taka marnosc, pustke. Ogarnia
mnie wrecz wstret do swiata. Wtedy zaczynam patrzec na swiat jak na gigantyczny
mechanizm w ktorym kazdy jest mrowka ktorej wplyw na reszte jest znikomy, acz
troche znaczacy. Przez owa szarosc swiata rozumiem jednak sztucznosc ludzi.
Wiekszosc nieswiadoma jest swej sztucznosci. Nie chodzi mi nawet o typowe
odruchy ktorymi niektorzy ludzie sie bawia i mysla ze w ten sposob kieruja
ludzmi. Chodzi mi o zamykanie sie w skorupie sztucznosci. Jesli ktos
raz jej nie rozbije samemu z wlasnej woli to nadal bedzie szarym czlowkiem,
ktory woli np. klamac zeby nie robic nikomu przykrosci albo powiedzmy udawac
zainteresowanie losem innych.
Heh, szmieszne ze zawsze w kazdym okresie sztuki/zycia/czegostam sa jednostki
ktore mysla ze jak beda dokladnie przeciwienstwem typowego czlowieka to
od razu stana sie kolorowi...a sa rownie szarzy. Najgorsze jednak jest
kiedy czlowiek sobie uswiadomi ze sam jest szary. Kiedy siadzie i stwierdzi
"nie bede szufladkowal ludzi, nie bede przewidywalny" a pozniej nieswiadomie
lub co gorsza - swiadomnie, ze strachu robi sie jeszcze bardziej szary.
Kto dla mnie nie jest szarym czlowiekiem? Np ktos kto potrafi cieszyc sie
rzeczami malymi, kto potrafi uciec od nudnej normalnosci.
Tak wiec przede wszystkim brakuje na swiecie radosci. Nie ma sie z czego cieszyc
powiecie, NO I CO Z TEGO! :) Najwazniejsze to traktowac swiat troche z
przymrozeniem oka, a przede wszystkim tak traktowac samego siebie.
Jak zwykle latwo wszystko sie pisze, a trudniej wprowadza w zycie. Moze to
i dobrze, bo w koncu gdyby wszystko bylo latwe do osiagniecia to swiat bylby
nudny...tzn bardziej nudny niz jest.
Jestem jednak za prostymi rozwiazaniami, zwykle skuteczniejszymi niz te
zlozone (mniej rzeczy ktore moga nie wypalic). Latwo byc smutnym, wiec
odrobine kolorow nabierze sie bedac wesolym, gdy jeszcze do tego bedzie sie
dostrzegalo piekno nie widziane przez innych to czlowiek zaczyna byc kolorowa
lampka, gdy jeszcze odnajdzie dystans do siebie i swiata to zamieni sie
kolorowa tecze :)
Eeeeh tak pseudopoetycko wyszedl ten artykul, smiesznie troche, ale jak juz
mowilem smiech>radosc>szczescie czy jakostak...


*[ Mecenat ]*

W dawnych czasach renesansu grupa nowobogackich strasznie sie zaczela nudzic
w swych palacach, czegos im brakowalo. Bo czymze tu pochwalic sie przed
sasiadami? Dom? Kon? Kobieta? Nie, brakowalo czegos czego sasiad nie moze
kupic i co jest tylko jedne na calym swiecie. Sztuka byla wlasnie taka rzecza.
Biedni niespelnieni artysci dostawali wiec kat do spania, zarcie i kase za to
ze od czasu do czasu napisze piesn pochwalna na czesc swojego mecenasa albo
tez namaluje go ladniejszym niz jest...i to odpowiadalo obu stronom.
Artysta mial tak potrzebna pewnosc jutra a dobroczynca mial w domu piekne
dziela sztuki. To byl chyba jeden z najlepszych pomyslow na sztuke w ogole.
Ze niby komercja? Po pierwsze tylko niewielka czesc z dziel byla robiona za
kase mecenasa a po drugie komercja czesto jest czyms zupelnie pozytywnym.
Prosty przyklad - czy myslicie ze Michal Aniol wszystkie swoje piekne malowidla
robil za darmo? Nie dostal za to grube pieniadze a mimo to dzis NIKT go nie
krytykuje, nie osmieli sie. Mecenat byl wiec pieknym i bardzo plodnym ukladem.
Duzo fantastycznych rzeczy wnioslo do sztuki.
Dlaczego jednak o tym pisze? Przypatrzcie sie wstepowi tego artykulu.
Nowobogaccy chcacy zaimponowac sasiadom, czy czegos Wam to nie przypomina?
No wlasnie, ostatnio wiecej na ulicach BMW niz drzew w parku.
Wstepnie sytuacja zbliza sie wiec do tej sprzed kilkuset lat. A jak zyje sie
dzis artystom? Wyglada to tak, ze moze jeden na czterdziestu ma szanse sie
przebic i zarabiac jako-takie pieniadze na tym co robi, lub tez nie musi
zarabiac bo ma dobra sytuacje materialna. Reszta przymiera z glodu, albo
robi cos zupelnie innego niz chce robic (tworzyc sztuke). Moze troche
rozbuchane te wszystkie slowa: Artysta, Sztuka itp..ale mysle ze ignorancja
wobec tej dziedziny kultury jest czyms wrecz nagannym. Z drugiej strony
ktoz z nas nie jest czasem ignorantem?
Wracajac jednak do tematu mysle, ze juz niedlugo sytuacja zziebnietych
ludzi sprzedajacych swoje obrazy moze sie zmienic. Juz w krotce bogacze
rozsadzeni wygodnie w swoich willach zapragna miec przy boku kogos takiego.
I szczerze wierze, ze mecenat odzyje na nowo, czego zycze wszystkim
Artystom w Polsce, tym mniej i bardziej przez duze A.


*[ Turpisci mieli racje? ]*

Turpisci jak wiadomo uprawiali szczegolny rodzaj sztuki. Czy slowem czy
malunkiem starali sie pokazac ohyde swiata i ludzi. W pewnym okresie sztuka
zeby zaciekawic ludzi musiala szokowac, zreszta niektorzy uwazaja tak do
dzisiaj. Prosty wniosek ze sztuka robiona w celu szokowania ludzi jest
dosc plytka i przyziemna wydaje sie jednak zbyt surowy dla artystow spelniajacych
sie przez szokowanie tlumu. Wielu z nich pokazuje po prostu brutalna i czasem
ohydna prawde o swiecie zdejmujac nam rozowe klapki z oczu.
Turpisci dzialali mniej wiecej w okresie konca dziewietnastego wieku i poczatku
naszego "cudownego" dwudziestego. Majac za soba ich tworczosc w pamieci zostaje
obraz ludzi rozkladajacych sie, lazacych wszedzie robakow itp...slowem
wszystko jest brzydkie, brudne i ohydne. Przeciwienstwo romatycznego rozowego
podejscia do swiata. Oczywista mysl jaka sie nasuwa to ze oba poglady sie
nieprawdziwe i, ze swiat to troche tego i troche tamtego. Niby wszystko w
porzadku, ale jednak wydaje sie, ze turpisci byli blizsi prawy w podejsciu
do swiata. Oczywiscie podejscie do swiata to rzecz nabyta i od niego zalezy
sposob opisu zdarzen, jednakze turpisci wydaja sie patrzec duzo chlodniejszym
logiczniejszym okiem na swiat. Co wiecej oni nie brzydza sie ohydy swiata,
oni te brzydote podziwiaja.
Albo obrazy, tutaj np portrety starych cierpiacych ludzi...czyz nie przemawiaja
one mocniej niz oblicza pieknych modelek? To jest wlasnie ta emocja ktora
powinna miec w sobie sztuka.
Byli wiec turpisci ludzmi bliskimi prawdy, choc w sumie czy mozna okreslic
kto jest bliski prawdy? Nie mozna, mozna miec jedynie takie przeczucie, wiec
mam takie przeczucie...a za oknem pada deszcz, robi sie szaro i robi sie bloto.


*[ Zyc dla nastepnych pokolen? ]*

Kazdy chyba czesto mysli sobie o tym co bedzie po tym jak juz sie nam zemrze.
Nikt chyba nie jest w stanie sobie wyobrazic sytuacji w ktorej nie istnieje.
Tak po prostu pstryk i nie nas nie ma, nie widzimy niczego nie odbieramy
zadnych bodzcow, po prostu nie ma nas. Nasuwa sie wiec refleksja skoro i tak
umrzemy to po co zyc...to banal oczywiscie, ale bardziej chodzi mi o to, czy
jest sens cos po sobie zostawiac czy nie.
Wszyscy strasza nas co to bedize za 50 lat przez zniszczenie srodowiska
jakiego dzisiaj dokonujemy, malo to nas dzis obchodzi...wtedy mozemy juz nie
zyc albo byc starzy i schorowani. Tak wiec chodzi raczej o spuscizne jednostek
niz calej ludzkosci. Kazdy jest w pewnym sensie jednostka wybitna, ale nie
kazdemu zalezy na tym aby przyszle pokolenia cos mialy z tego, ze on sobie zyl
na tym swiecie. Dlaczego tak jest? Pewnie nie kazdy podchodzi w ten sposob do
zycia, ale tez wielu po prostu nie wierzy w sens zostawiania po sobie
czegokolwiek.
Ja mysle, ze warto. Nawet jesli na nic sie nasz "spadek" nie przyda to nic na
tym nie tracimy, a dodatkowo zyskujemy chocby minimalna satysfakcje i namiastke
spelnienia. Z drugiej strony malo ktory artysta lub wybitny czlowiek robil cos
z rozmyslem aby cos z tego mialy przyszle pokolenia. Robili to przede wszystkim
dla siebie. I tu dochodze do senda sprawy - tworzenia owego "spadku".
Nie kazdy ma jak to sie mawia talent do robienia czegos. Nie kazdy potrafi
skomponowac symfonie czy namalowac pienky obraz, wierze jednak, ze jest taka
dziedzina w ktorej kazdy sie spelnic potrafi. Sztuka jest ja znalezc, a nawet
jesli sie jej nie znajdzie to samo szukanie i probowanie pozostawi po sobie
wiele ciekawych eksperymentow, czasem zalosnych, czasem genialnych...tak,
przypadek czesto sprawia ze powstaja rzeczy ponadczasowe i wybitne, ale rzadko
kiedy.
W jaki sposob czlowiek moze cos po sobie zostawic? Sposobow jest oczywiscie
tyle ile tylko wyobraznia jest w stanie wymyslec, najwazniejsze jednak to:
sztuka - malowanie, tworzenie muzyki, rzezbienie...to mysle jest dosc oczywiste
Mowi sie, ze nie kazdy potrafi tworzyc, nie kazdy ma wyczucie stylu itp, moze
to i prawda, ale mysle, ze kazdy powinien robic przede wszystkim to w czym
czuje sie spelniony i co sprawia mu przyjemnosc.
pisanie - tu jest olbrzymie pole do popisu. Mozna pisac ksiazki co jest
chyba jeszcze przyjemniejszym zajeciem niz ich czytanie, mozna pisac wiersze,
ktore kiedys dziwnym trafem moga znalezc sie w podreczniku do polskiego
naszych wnukow czy nawet dzieci...mozna pisac na wiele sposobow, slowo jest
chyba po muzyce i rysunkach trzecia najstarsza dziedzina kultury i wierze, ze
na dlugo pozostanie w naszej kulturze i dobrze.
Mozna tez pozostawic po sobie cos na pozor banalnego - dobre wspomnienia.
Jakze smiesznie i naiwnie to dzisiaj brzmi - byc dobrym czlowkiem. Smutne, ze
takie wartosci uwazane sa za cos niepotrzebnego, przestazalego.
Nazwijcie mnie naiwniakiem, ale ja szczerze wierze, ze warto byc dobrze
nastawionym do ludzi, warto chocby przez pryzmat wlasnej osoby. Jest cos w tym,
ze jesli sie jest dobrym dla innych to i oni sa lepsi dla nas, nie zawsze, ale
najczesciej tak jest. Napewno wielu z Was tez chcialoby aby o nich kiedys
mawiano, ze byliscie dobrymi ludzmi i prawdziwymi przyjaciolmi. Dobra pamiec
to wartosc wcale nie gorsza niz kolekcja genialnych obrazow czy niezwyklych
wynalazkow. Niestety bardzo ciezko jest sobie zalozyc, ze np. "bede dobry"
trzeba po prostu takim byc...a dzis juz malo kto potrafi wyzbyc sie egoizmu
i bezpodstawnej wrogosci do innych.
Tyle sposobow pozostawienia czegos po sobie, tak wiele pytan na ktore nie ma
odpowiedzi. Co robic? Czy skopiowac czastke siebie na kartki/muzyke/obrazy?
Czy olac swiat i zyc dla wlasnej przyjemnosci? A moze wszystkiego po trochu?
Ostatnio mysle jednak, ze proste sposoby sa lepsze...tak wiec: zyc i COS robic
jednoczesnie bedac kims wartym zapamietania, banalne i naiwne, ale moze choc
troche prawdziwe?
Caly ten artykul jest przepelniony egoizmem, bo w koncu sam pomysl pozostawienia
po sobie czegos jest egoizmem, czyli czyms nagannym...troche sprzeczne nie?
Heh mysle jednak ze ten egoizm akurat wyjatkowo jest potrzebny ludzkosci, bo
w pewien sposob przyczynia sie do jej rozwoju...czyz to nie rozwoj kultury
pociaga za soba rozwoj nauki, postep techniczny? Tak wiec mimo, ze jestesmy
malymi mrowkami, kolami zebatymi gigantycznego mechanizmu mozemy miec swoje
5 minut w czyms tak wielkim jak historia swiata, pompatyczne to strasznie...


*[ Jezyki obce ]*

"Zna pan jakies jezyki obce?"
"Zadnego"
"A slabo?"
"Slabo to ten...jak mu tam....francuski"

Nie da sie ukryc, ze mimo wielkich zmian jakie zaszly u nas w przeciagu
kilku ostatnich lat nauczanie jezykow obcych w polskich szkolach nadal jest
na zalosnie niskim poziomie. Oczywiscie dzis wiekszosc mlodych ludzi zna
na przynajmniej podstawowym poziomie jezyk angielski, ale ogolnie nie jestem
pewien czy wiecej niz polowa mlodych ludzi odpowie ze zna DOBRZE jakikolwiek
jezyk obcy. Jest tez oczywiscie spore grono mlodych ludzi znajacych kilka
jezykow w stopniu nawet bardzo dobrym, ale to sa wyjatki. Na dzien dzisiejszy
sytuacja wyglada tak, ze jak ktos chce poznac jezyk obcy to musi albo
zapisac sie na nauke w prywatnej szkole jezykowej, albo lepiej - wyjechac
za granice. Jedno jest pewne do nauki jezyka w powszechnej swiadomosci
potrzebne sa pieniadze. Potrzeba tez oczywiscie odrobina zdolnosci jezykowych.
Na prywatne szkoly stac niewiele osob a i tez nie ma pewnosci, ze nauka w
takiej szkole przyniesie zamierzony efekt.
Co wiec pozostaje przecietnemu czlowiekowi? Nauka w szkole panstwowej na
zajeciach z jezykow obcych. Szkoly maja wielkie problemy z nauczycielami.
Zmieniaja sie czesto a wielokrotnie nie sa wystarczajaco kompetentni.
Glowna przyczyna tego jest oczywiscie brak pieniedzy w szkolach. Czesto
uczniowie musza placic dodatkowe pieniadze aby moc uczyc sie jezykow obcych.
Najgorsza jest jednak sytuacja kiedy w ciagu 4 lat w liceum parokrotnie
zmieniaja sie nauczyciele jednego jezyka. Kazdy zaczyna nauke od nowa i tak
wszyscy pozostaja na poziomie podstawowym jesli chodzi o znajomosc jezyka.
Oczywiscie wiekszosc w taki lub inny sposob rozwija swe umiejetnosci w obcym
jezyku. Jest oczywiscie warunek taki, ze trzeba choc troche lubic ten jezyk.
Najczesciej uczymy sie nieswiadomie ogladajac zagraniczne programy telewizyjne
czy sluchajac piosenek, ale tez czy czytajac teksty w obcym jezyku.
Ba, nawet granie w gry (ktore w 99%) sa w obcym jezyku przynosi spore efekty
edukacyjne jesli chodzi o nauke jezyka. Fakt faktem w ten sposob mozemy
przyswoic wiele slowek.
Wiadomo slowka to nie wszystko, jednak sposob w jaki przeprowadzana jest
nauka angielskiego w szkolach jest co najmniej chory. Nastawienie nauczycieli
jest takie zeby wtloczyc uczniowi wszystkie czasy i najdziwniejsze twory
gramatyczne. Prawda jest jednak taka, ze aby dobrze nauczac sie jezyka
obcego trzeba miec swiadomosc w jaki sposob nauczylismy sie mowic naszym
jezykiem ojczystym. Czy ktos wtlaczal nam gramatyke, wszystkei czasy itp?
Nie, nauczylismy sie przede wszystkim mowiac, piszac i praktycznie wszystko
co dzis mowimy poprawnie jest spowodowane nie wieloletnia nauka gramatyki
ale intuicja. Tak, moim zdaniem wlasnie wyrobienie sobie intuicji jezykowej
jest wazne w przypadku uczenia sie jezykow obcych. Znajac duzo slowek,
majac intuicje i podstawy gramtyki mozna duzo lepiej porozumiec sie w obcym
jezyku niz znajac tone gramatyki i wiele zasad a niewiele do powiedzenia.
Prawda jest taka ze sami amerykanie czy nawet anglicy nie zwracaja takiej
uwagi na gramtyke jak nauczyciele jezykow obcych. To jest glowny powod niskiej
jakosci edukacji jezykowej w polsce. Nauczyciele zanudzaja ucznia, a uczen
znudzony to uczen z niska motywacja do nauki.
Podstawowymi zmianami jakie powinny objac nauke jezykow w Polsce powinny byc
zadbanie o to aby nauczyciele nie zmieniali sie w ciagu kilku lat (nauki w
szkole sredniej bo tu najwiecej jezyka mozna sie nauczyc) oraz aby uprawiali
nauczanie z sensem. Wiecej nowych slowek, wiecej rozmawiania i uczenie
zgadywania znaczenia slowek z kontekstu, zapamietywanie podstawowych czesto
uzywanych zwrotow i zauwazenie roli intuicji w poslugiwaniu sie jezykiem
obcym.
Wierze, ze znajomosc jezykow obcych niedlugo sie poprawi, bo prawda jest taka,
ze mlodzi ludzie chca sie ich uczyc, poniewaz wiedza, ze tylko w ten sposob
moga myslec o dobrej pracy. W tej chwili obowiazkowy jest angielski, ale juz
niedlugo pracodawcy beda szukac ludzi znajacych dwa albo nawet wiecej jezykow.
A z drugiej strony, czy to nie przyjemnosc znac wiele jezykow i moc porozumiec
sie prawie wszedzie na kuli ziemskiej?

 K A C I K  N I E S K R E P O W A N E J  M Y S L I 


*[ Niezmiennik ]*

kozy becza na pastwisku
swinie zabil rzeznik
pastuch lazi sobie w trawie
i zanosi sie na deszcz

makler sprzedal wiele akcji
starsza pani zjadla owsianke
pilot wzbil sie w niebo samolotem
i zanosi sie na deszcz

bomby spadly dzis na Belgrad
urodzily sie blizniaki
wicher porwal mokre pranie
i zanosi sie na deszcz

	kanapka/jedzenie

*[ sinusoida ]*

zapalona trawa przegonila zajaca daleko za lake
zapalona trawa przegonila zle mysli daleko
zapalona trawa odnowila glebe
zapalona trawa ogrzala powietrze
zapalona trawa zapalila las
zapalony las   przegonil zwierzeta dalej
zapalony las   przyciagnal zle mysli
zapalony las   zniszczyl 50 lat
zapalony las   jeknal z bolu
zapalony las   zapalil trawe
zapalona trawa przegonila zajaca daleko za lake...

       szczypiorek/jedzenie

 FIN 

Dziekuje za czytanie, mam nadzieje, ze nie nudziliscie sie straszliwie.
Przyznam, ze ten numer wyszedl w bolach, mam jedynie nadzieje, ze nie widac
tego w poziomie artykulow. Obiecuje, ze nastepny numer bedzie lepszy :)
Jeszcze raz dzieki za poswiecony czas. Milego dnia/wieczora/nocy!

						      ... aGi ...
PS. Przepraszam, ze czytaliscie dzis wylacznie moje artykuly, ale wyniklo
to z przyczyn ode mnie niezaleznych.

     [ 16 maj 1999...koniec numeru 6 "Czarno na Bialym" ]