
                                    Ŀ
                                    Ŀ  
  Ŀ            ĿĿ    ĿĿĿĿĿ  
                            Ŀ    Ŀ      Ŀ    
                                                
      Ŀ                                  
        ڿ                                
              Ŀ  ٳ                  
                                                  
                                            
                      
                   WyjebistY Monumentalny I Odjechany Text
=============================================================================
                        Noc wigilijna
=============================================================================
     Nasta wieczr. Ogromne, mikkie patki niegu pokryy cienk warstw
    chodniki  i  ulice. Kolorowe, jaskrawe neony wieciy wieloma barwami.
    Chodny  wiatr  powia  mu  prosto  w twarz. Skuli si, ale po chwili
    postawi konierz kurtki i wbi rce gbiej w kieszenie. Przyspieszy
    kroku.  Przejecha  samochd  rozbryzgujc wok wilgotny nieg. Jaka
    matka   strofowaa  niegrzeczne  dziecko.  Kilku  ulicznych  handlarzy
    zwijao  swoje kramy, aby jak najszybciej znale si w domu z rodzin

    i  zasi  ju  do kolacji wigilijnej. Z zazdroci popatrzy na tych
    wszystkich  ludzi.  Ona  sam znowu spdzi t noc poza domem. Niektrzy
    spnialscy  kupowali  jeszcze  ostatnie  prezenty... - Panie, panie -
    usysza drcy gos. Obejrza si w kierunku, skd dochodzi i ujrza
    siedzcego  w  bramie,  owinitego  w  brudny koc starca. Trzs si z
    zimna.  -  Dobry panie. Wspom biednego czowieka. Ostatnio w miecie
    a  roio  si od ebrakw. Liczyli na atwy zarobek. W kocu przesta
    ich  zauwaa,  a do teraz. Ju mia odpowiedzie co nieprzyjemnego,
    kiedy zreflektowa si. To s przecie wita i kady powinien mie do
    nich  prawo.  Poza  tym  ten starzec tak dziwnie na niego patrzy. Tak
    hipnotyzujco...  Sign  do  kieszeni  i wybra wszystkie drobniaki,
    jakie  mia, po czym wrczy je ebrakowi. Zastanowi si przez chwil
    i  wyj  z  portfela dwadziecia zotych. Nie aowa pienidzy. Mia
    ich  duo.  Poczu  dziwne,  ale bardzo przyjemne uczucie mogc ofiaro
    wa  co  komu  w  taki  dzie. "Pewnie i tak przepije" - pomyla. -
    Dziki  ci  szlachetny  czowieku.  Bg  ci  to stokrotnie wynagrodzi.
    Jeszcze  tej  nocy  speni  si  twoje  yczenie.  -  Jasne  - mrukn
    odwracajc si. Nie wierzy w cuda od trzynastego roku ycia, kiedy to
    zmar jego ciko chory ojciec. Mimo gorcych modlitw nie udao mu si
    wyzdrowie.   Wtedy  te  utraci  cz  siebie.  Swoje  dziecistwo,
    marzenia. Od tamtej pory patrzy  na wiat inaczej. Starzec chwyci go
    za  kurtk  i  przycign  z  zadziwiajco  du  jak  na niego si.
    Spojrza  mu  prosto  w  oczy.  -  Nie wierzysz mi - w jego gosie nie
    sycha   byo   wyrzutu,   lecz  usiowanie  przekonania  go  do  ich
    prawdziwoci.  -  Ale  zaufaj  mi.  Jeszcze dzi jedno z twoich ycze
    zostanie  spenione.  Twoje  najwiksze  marzenie.  - Nie mam marze -
    powiedzia  uwalniajc  si  z  uchwytu.  -  Owszem,  masz.  Kady ma.
    Zapamitaj.  Dzi  w  nocy.  Wesoych  wit.  Odszed  kilka krokw i
    zatrzyma  si  nagle. Odwrci si, ale po starcu nie byo ju ladu.
    Znikn,  rozpyn  si  w  wieczornej mgle, jakby go nigdy nie byo.
    Kama.  Mia  jedno marzenie. Od piciu lat to samo. Ale wiedzia, e
    niemoliwe  jest jego spenienie. Zna kiedy wspania kobiet, ktr
    bardzo  kocha.  Spdzi  z  ni najwspanialsze lata swego ycia. Bya
    jego  jedyna  rodzin.  Kiedy  zgina  w  wypadku pi lat temu, jego
    dotychczasowy  wiat leg w gruzach. Po prostu wszystko si skoczyo.
    Odsun  si  od  ludzi,  stworzy  sobie  wasny  wiat, w ktrym si
    zamkn.  Wci jednak pragn tylko jednego. Ujrze j jeszcze jeden,
    jedyny  raz.  Ulice  opustoszay,  ludzi  byo  teraz  o  wiele mniej.
    Nieliczne,  ostatnie  sklepy  byy  wanie zamykane. Spojrza w gr.
    Jeeli  pierwsza  gwiazdka  ju  wiecia,  to nie bya wcale widoczna
    przez  gste,  ciemne  chmury wiszce nad miastem. W radiu zapowiadali
    nieyce  na  dzisiejsz  noc. Gdzie w oddali zabrzczay dzwoneczki,
    rozlegy  si  dwiki koldy. Samotny wz patrolowy powoli przejecha
    obok.  Policjanci  te  ju  koczyli  sub.  Poczeka, a znikn za
    zakrtem,  po czym przeszed przez ulic. Zszed po stromych schodkach
    i  otworzy  drzwi,  po  czym  wszed  do  rodka. Rozgrzane powietrze
    kafejki  zaparowao mu okulary, wic przetar je otupujc jednoczenie
    buty  ze  niegu.  Kilka  siedzcych  przy stolikach osb spojrzao na
    niego,  ale  po  chwili wrc ili do przerwanych rozmw. Kolejne wita
    spdzi tutaj wrd ludzi obcych, ale bliskich mu w swej samotnoci. na
    razie  jednak  potrzebowa czego na rozgrzewk. Skierowa swe kroki w
    stron  bufetu i nagle zamar. Przy ogromnej, dbowej ladzie siedziaa
    ONA.  Nie.  To  niemoliwe.  To musi by sen. Rozejrza si wok, ale
    wszystko  byo  normalne,  takie jak zawsze. Ciemne ciany, na ktrych
    wisiay  abstrakcyjne  obrazki,  czarne,  okrge  stoliki, palce si
    wieczki.   Na   rodku,   jak  co  roku,  staa  dua,  ywa  choinka
    przyozdobiona  kolorowymi lampkami. Na wszelki wypadek postanowi uy
    skutecznego  sposobu  na  sprawdzenie  rzeczywistoci i uszczypn si
    mocno  w  rk.  Zabolao,  a  wic  to wszystko dziao si na prawd.
    Bya  tak samo pikna, jak przed piciu laty, kiedy widzia ja ostatni
    raz.   Jej   dugie  palce  z  pomalowanymi  na  czerwono  paznokciami
    delikatnie  i  zmysowo obejmoway kieliszek, kiedy sczya martini. Z
    mieszanymi uczuciami podszed do niej i usiad obok na wysokim stoku.
    Umiechna  si  na  jego  widok. - Witaj - powiedziaa, zanim zdy
    cokolwiek  z  siebie wykrztusi. By zbyt zaskoczony i szczliwy, aby
    mc zebra myli. - Czekaam na ciebie. Popatrzy gboko w jej ciemne
    oczy, przymruya je. Delikatnie dotkn opuszkami palcw jej skroni i
    przesun  w  d wzdu policzka. - Tak bardzo chciaem ci zobaczy.
    Tyle  lat na to czekaem. - Wiem. Dlatego wrciam. Ale tylko dzisiaj.
    -  Dlaczego?  Odpowiedz  mi prosz... - zamilk, gdy pooya palec na
    jego  ustach.  - Ciii... O nic nie pytaj. Ciesz si t chwil razem ze
    mn.   Chcia   wiedzie,  ale  posucha  jej  i  zaniecha  pyta. -
    Zapiewajmy kold! - krzykn nagle kto z sali. Gwar na sali od razu
    ucich.  Odwrcili  si  i  patrzyli,  jak  gocie  zbieraj si wok
    choinki. Cz chwycia si za rce, inni po prostu stali. Zsunli si
    ze   stokw   i   przyczyli   do  nich.  "Przybieeli  do  Betlejem
    pasterze..."  -  zaintonowa ten sam gos. Po chwili wszyscy doczyli
    si  do piewu. Stan za ni i objwszy j w pasie opar brod na jej
    ramieniu.  Wcign  gboko jej delikatny zapach. - Chodmy do mnie -
    szepn.  -  Przygotowaem  co  specjalnie  dla ciebie. - Dla mnie? -
    zdziwia  si.  - Co roku to robi. A potem przychodz tutaj. Nie mog
    znie   tej   przytaczajcej   samotnoci.   No  wic?  -  Z  wielk
    przyjemnoci. Dla ciebie gotowa jestem zrobi wszystko. - Wic zosta
    ze mn na zawsze, prosz. - Wierz mi, chciaabym, ale nie mog. "Cicha
    noc,  wita noc..." - Cakiem obcy sobie ludzie zdawali si by teraz
    jedn  wielk  rodzin.  Wkadali  w  piew  cae swoje serce i dusz.
    Przepeniaa  ich  ogromna  mio.  Do  Boga,  do  wit  i do siebie
    nawzajem.  Dyskretnie  wycofali si z krgu. - Ju idziecie? - zapyta
    kto  zauwaywszy, e pomaga jej zakada paszcz. - Zostacie chocia
    na  opatku.  -  Niestety  nie  moemy.  Zostao  nam  niewiele czasu.
    Podszed do telefonu. Gdy zamawia takswk, patrzy, jak w zamyleniu
    wyglda  przez okno. Bya taka smutna. Wyszli na zewntrz. nieg pada
    coraz mocniej, ale wiatr usta i nie byo zimno. Przytuli j mocno do
    siebie.  - Kocham ci - szepna. - Ja te ci kocham - spojrza jej w
    oczy.  Dostrzeg  w  nich  dwie  wielki zy. Delikatnie wytar je, gdy
    spyway  po policzkach. Uamaa kawaek opatka. - Ja tobie te ycz
    wszystkiego, co najlepsze. I tego, by nigdy nie traci wiary w siebie
    i  w  innych  -  wsuna  hosti  do  ust. Uczyni to samo. Usiedli za
    stoem.  Dwie  wiece  nie  rozjaniay  mroku pokoju, tworzyy jednak
    witeczny   nastrj.  Lampki  na  choince  migay,  a  z  magnetofonu
    dobiegay  ciche  dwiki  koldy.  -  Dwanacie  potraw - szepna. -
    Naley sprbowa je wszystkie, aby nie omina nas adna przyjemno w
    tym roku. Po jednej na kady miesic. Patrzy z umiechem, jak nakada
    sobie  saatki.  Umia robi wietn saatk, wiedziaa o tym. Sign
    rk  przez  st  i  dotkn  jej  doni.  Spletli  palce  w ucisku.
    Popatrzy  jej  gboko  w oczy. Odbijay si w nich migotliwe pomyki
    wiec.  Bez  sowa  wstali i przytulili si do siebie. Czu jej ciepy
    oddech  na  policzku.  Pogaska  j  po wosach. Bo e, jak bardzo j
    kocha.  Otworzy  oczy. Przez chwil lea bez ruchu. By sam. Chcia
    wsta i jej poszuka, ale powstrzyma si. Wiedzia, e jej tu nie ma.
    Nie  ma  jej  od  piciu  lat. A jednak bya tu wczoraj. O czym od tak
    dawna  marzy.  Zamkn oczy i poczu, jak po policzku spywaj mu zy
    szczcia. "Jeszcze tej nocy speni si twoje yczenie..."

                       ANDY         Stycze - 1998

Andrzej Kidaj
    ul. Tymiankowa 58/25
     20-542 Lublin
      tel. (0-81) 526-66-10
                                    Ŀ
                                    Ŀ  
  Ŀ            ĿĿ    ĿĿĿĿĿ  
                            Ŀ    Ŀ      Ŀ    
                                                
      Ŀ                                  
        ڿ                                
              Ŀ  ٳ                  
                                                  
                                            
                      
                   WyjebistY Monumentalny I Odjechany Text
